Rejestracja  »
Logowanie
Login:  
Hasło: 
Wyszukiwarka zaawansowana »
Stan koszyka
Ilość produktów: 0
Cena: 0 zł
Aktualności
kolejny Wielki Początek
[2009-04-11 07:19:09]

Kiedy ludzie dowiadują się, że pracuję w sklepie z winami często mówią "ty to musisz się znać na winach". Wtedy najczęściej myślę po cichu jak wiele smaków przede mną i to czego doświadczyłem do tej pory to kropla w morzu - oceanie wina. Inni pytają „czy zna się Pan na winach” wtedy kolejny raz się zastanawiam. Zastanawiam się czy...


 

... po tych dwunastu latach „degustacji” „poznałem się na winie”.

 

Jestem fanatycznie zakochany w matematyce. Dwanaście lat to w zaokrągleniu 4380 dni. Zakładając, że dobrowolnie spożywałem do tej pory średnio dwa wina w tygodniu, a co dwa tygodnie dane mi było brać udział w degustacjach w towarzystwie około dziesięciu win, można przyjąć że poznawałem się z jednym winem dziennie. Należy odjąć od tego wyniku powtórzenia, których nie brakowało (tu duży uśmiech),szacuje na poziomie 5 do 6% in total, daje to jakieś cztery tysiące sto sześćdziesiąt wieczorów zapoznawczych.

Powyższy rachunek jednak nie prowadzi do jednoznacznej odpowiedzi na zadane pytanie. Wydaje się jednak, że nie powinno to stanowić egzystencjalnego problemu, czy uznać się znawcą czy tylko winopijcą. Chwalę się? Szóstką na maturze? No dobrze, przyznaję się do Pierwszego ciężkiego grzechu. Ulubionego grzechu szatana. Przecież jestem człowiekiem. Rozgrzeszony?

 

Dziś mamy Wielki Piątek roku Pańskiego dwa tysiące dziewiątego. W moim towarzystwie uśpiona M, i Navarra z dwa tysiące siedem. Młoda, ciemna, soczysta, opalona, lekko zmęczona drogą. Milczy ze wzrokiem skierowanym w sen, jednak jej ciało mówi. Chociaż zapewne tylko mi, tylko do mnie. Pisząc te słowa poczułem się wyjątkowo. Pisząc te słowa uświadomiłem sobie ile radości w tej Chwili. To jednostronne spojrzenie, którego adresatem jest twarz spokojna, przecież taka chce być, ukojona ciepłem puchu, przecież taka chce być, zanurzona w błogim stanie wypoczynku, przecież taka chce być.

 

Hiszpańskie wina potrafią mieć w sobie coś z południowego, przydrożnego baru w Andaluzji. Jakiś taki pierwiastek mauretańskiego rozgardiaszu, przyprawę „na miejscu” bałaganu, zapach gorącego bezwietrznego powietrza. Czy to lubię? Hmm. A czy lubię ostre polskie, styczniowe powietrze mrożące śluzówki przy każdym łyku jego wdychania? Uwielbiam ten dualizm interpretacji. Dla każdego z Was, właściwa odpowiedź. Na próżno szukać prawdy? Nie Prawda!

 

Jakby wchodziła głębiej. A przecie tak spokojnie wygląda w światłocieniu, cieniu światła, które jakby próbowała kazać mi zgasić. Odwróciła się na drugi bok. Odkryła kołdrę powierzchowności. Zaczynam się poddawać jej mocy. Ale stop! Czy to jest męskie? Może usprawiedliwieniem będzie, że romantyczne? Nie, nie, nie! Na pewno nie. Przecież romantyczność to „przewidywanie i zaskakiwanie jednocześnie”. A może kupowanie prezentów? Już chciałem napisać, że się pogubiłem, ale przecież jest zupełnie odwrotnie. Nalewam drugą lampkę.

 

Nie pozwolę sobą manipulować. Śmiech na sali. Czyżby to tylko wynurzenie pijanego trzydziestolatka nie wnoszące nic w historię ludzkości. Cisza. Pozorna, bo kiedy pozwalam docierać rzeczywistości, słyszę lodówkę. Cisza. Kolejny żart nie zrozumiany. Jej wzrok zawieszony na mijanych za oknem pędzącego auta drzewach, albo jeszcze dalej za nimi. W miejscu zupełnie nie dostępnym. Nie poznanym. Nie dopuszczonym. To nie czas ani miejsce na żal czy smutek. Nie. To tylko myśli dla obserwatora wydające się bez planu i celu. A jednak. Jednak wymieszane z wiarą i siłą marzenia.

 

zpk